KORFU – 2025
Na początku tego roku Janusz z Irenką znaleźli dobrą ofertę na tygodniowe wakacje na Korfu i wzorem poprzednich paru lat,
szybko znalazła się grupa chętnych, którzy na własną rękę dokonali rezerwacji w biurze podróży. W ten sposób 27 września w
luksusowym ośrodku Roda Beach na Korfu spotkało się grono absolwentów z rodzinami i przyjaciółmi, którzy przylecieli z Gdańska,
Warszawy, Poznania i Wrocławia, z Cypru przybył na nasz zjazd Michel z żoną, a po dwóch dniach dojechał samochodem i promem
nasz kolega Erodotos i Zoi z greckiego Peloponezu. W ten sposób liczba uczestników wyniosła 31 osób, a o międzykontynentalnym
charakterze naszego zjazdu absolwentów z okazji 49-tej rocznicy absolutorium świadczy obecność Jurka Falkowskiego z Reną
którzy przylecieli z USA przez Warszawę.
Korfu, starożytna Kerkyra to górzysta wyspa grecka położona w północnej części Morza Jońskiego u wybrzeży Albanii, którą
codziennie widzieliśmy z plaży albo naszych balkonów. Ośrodek Roda Beach położony na północnym brzegu wyspy w pobliżu
turystycznej niewielkiej miejscowości o tej samej nazwie, to kompleks niskich hotelowych budynków oraz bungalowów tuż przy
piaszczystej plaży z tropikalną roślinnością i wieloma atrakcjami dla gości. Świetny wypoczynek oprócz plaży zapewnia też kilka
basenów, barów i restauracji, niewielki amfiteatr, boiska sportowe i place zabaw położone na dość dużym terenie co zapewnia
przestrzeń i miłą atmosferę.
Ponieważ przyloty odbywały się o różnych godzinach, a nawet w nocy (z Gdańska) to wieczorem pierwszego dnia udało się nam
zobaczyć tylko część uczestników, ale od niedzielnego poranka byliśmy już wszyscy razem. Powitania tradycyjnie jak zawsze gorące
i głośne oraz serdeczne i radosne. Czas spędzaliśmy wspólnie na posiłkach w dużej restauracji, często przy długim stole, a
urozmaicone wyżywienie dawało szanse, że każdy znajdzie coś dla siebie najlepszego. Były różne sałatki, warzywa, mięsa, dobre
zupy i cała masa różnych dodatków oraz lokalne przysmaki w postaci oliwy, oliwek, serów, krewetek i muli oraz bardzo duży wybór
owoców, ciast i słodyczy, a do tego piwo, białe, różowe i czerwone wino (średniej jakości) oraz inne napoje. Oczywiście mocniejsze
trunki, całkiem dobrej jakości, serwowane były w kilku barach z czego korzystaliśmy codziennie prowadząc długie rozmowy o tym co
było i co nas czeka. Bardzo często w naszych rozmowach przewijał się temat Złotego Jubileuszu z okazji 50-tej rocznicy
Absolutorium przypadający w czerwcu 2026 roku, wymienialiśmy się
informacjami o kolegach z którymi na ma kontaktu oraz
pomysłami na
to spotkanie. Pogoda dla nas była wymarzona 22 – 25o
C, większość słonecznych dni, trochę czasem wiało jak t
o na wyspach, raz była krótka burza i ulewa ale po paru godzinach znowu wyszło słońce, ochłodziło się trochę przedostatniego dnia
przed naszym powrotem.
Zwykle na naszym spotkaniach zarówno w kraju, jak i zagranicą organizujemy wycieczki po okolicy, a ostatnio z uwagi na chęć nie
przemęczania się zadawalamy się jedną większą wycieczką w celu zwiedzania najważniejszych miejsc pozwalających poznać lokalne
krajobrazy, historię, ludzi i teraźniejszość. Sprzed hotelu pojechaliśmy nienajlepszymi drogami w stronę stolicy wyspy Korfu, gdzie
dołączyła do nas podobno najlepsza polska przewodniczka Paulina, co rzeczywiście potwierdziło się w ciągu całej wycieczki. Z okien
autokaru oglądaliśmy zielone wzgórza z oliwnymi gajami, malownicze wioski z grecką atmosferą, winnice oraz liczne ośrodki
turystyczne na wybrzeżu i słuchaliśmy opowieści o historii, czasach cesarstwa rzymskiego, Bizancjum, podległości władzom Wenecji,
a potem jurysdykcji brytyjskiej i w końcu przynależności do Grecji. Ważnym punktem programu było zwiedzanie pałacu Achillion,
wybudowanym w ciągu 2 lat (1890-1891, a remont obecnie trwa już 4 lata), który był letnią rezydencją cesarzowej Elżbiety II znanej
jako Sisi. Pałac położony na wzgórzu z panoramicznym widokiem na Korfu otacza piękny park z wieloma rzeźbami, z których duże
wrażenie robią posąg Achillesa w chwili śmierci ze strzałą w pięcie oraz ogromny Achilles z włócznią i tarczą spoglądający na wyspę,
a ciekawostką jest fakt kręcenia tutaj jednego filmu z Jamesem Bondem. Stolica to portowe miasto z dużą mariną, fortecą obronną
oraz zabytkową starówką z wąskimi uliczkami, reprezentacyjną ulicą Liston na wzór paryski, siedzibą brytyjskiego gubernatora oraz
kościołem św. Spirydona, patrona wyspy. Mieliśmy czas na kawę i słynne lody z kumkwatem, występującym podobno tylko tutaj.
Kumkwat to owoc cytrusowy o smaku pomarańczy i grejpfruta, wielkości koktajlowego pomidorka, który używa się do deserów oraz
produkcji likieru, który mogliśmy degustować w rodzinnej destylarni, połączonej oczywiście ze sklepem z pamiątkami, słodyczami i
różnej wielkości butelkami lokalnych produktów. Michel obalił opowieści o unikalnym pochodzeniu kumkwatu tylko na Korfu,
oświadczając, że w swoim ogrodzie na Cyprze ma dwa takie stare drzewa, które corocznie dają tonę owoców. Ciekawe jest położenie
lotniska na Korfu, bo jedyny pas startowy, jeden z najkrótszych w Europie otoczony jest z dwóch stron wodą, lądowanie jest znad
morza, a start odbywa się w stronę nieodległego masywu górskiego. Byliśmy tam w trakcie zwiedzania stolicy i przez groblę koło
rozpoczynającego się pasa startowego można przejść do zabytkowego monastyru, a potem pod górę na punkt widokowy z panoramą
stolicy i dużej części wyspy. Potem udaliśmy się na zachodni brzeg wyspy do miasteczka Paleokastritsa z licznymi hotelikami i
knajpkami, z uroczymi większymi i mniejszymi zatoczkami, z czystą i turkusową wodą, kameralnymi plażami, przepięknymi
jaskiniami, które można podziwiać podczas krótkiego rejsu łodziami, a na zakończenie wjazd na punkt widokowy z fantastycznym
widokiem na okolicę i wybrzeże z ponad 300-stu metrowej perspektywy ze szczytu wzgórz. Trochę zmęczeni całodziennym
zwiedzaniem z przyjemnością wracaliśmy do naszego hotelu.
Wieczory spędzaliśmy razem blisko baru w lobby na antresoli, nad salą widowiskowo-teatralną, w której odbywały się różne
występy artystyczne, magików, tancerzy, zespołów ludowych oraz innych ale zwykle do 21:00 albo dłużej duży hałas robili najmłodsi,
co nie ukrywam trochę nam przeszkadzało ale później było już tylko lepiej, Sącząc różne napoje rozmawialiśmy o wszystkim co było
w czasie studiów, potem w trakcie pracy zawodowej, były także dyskusje na aktualne tematy, a raz wymienialiśmy w emocjonalny
sposób poglądy z Jurkiem, zwolennikiem Trumpa, na sytuację polityczną na świecie i w Ameryce, pozostając każdy przy własnym
argumentach. Przez ten tydzień byliśmy razem na plaży, wędrówkach po okolicy, chyba wszyscy zaliczyli krótki spacer plażą do
położonego nieopodal miasteczka Roda, w którym było sporo knajpek z ogródkami (kawa, piwo i greckie jedzenie), trochę sklepów i
sklepików oraz straganów z pamiątkami i wszystkim innym. Część Pań nie ustawała w shoppingu i zaliczyła też busami wyjazd do
większego miasteczka Kassiopi na wschodnim wybrzeżu wyspy, na całkiem duże zakupy różnych prezentów i pamiątek dla swoich
bliskich.
Czas szybko mijał i tygodniowy wspólny pobyt i wypoczynek zbliżał się do końca, nadszedł czas rozstania ale z pewnością na
spotkanie w czerwcu 2026 roku we Wrocławiu na naszym Złotym Jubileuszu z okazji 50-tej rocznicy ukończenia studiów. Po raz
kolejny sprawdziła się formuła funkcjonująca od paru lat, polegająca na indywidualnej rezerwacji po jak zawsze świetnym wyborze
Janusza i Ireny, a potwierdzeniem dobrych decyzji jest ogólne zadowolenie, pozytywne opinie uczestników i spora frekwencja z
udziałem absolwentów, nie tylko z Polski ale także z USA, Cypru i Grecji. W tym zjeździe absolwentów wzięło udział łącznie 31
osób, w tym jedna absolwentka Grażyna Kneblewska oraz 13 absolwentów: Michał Drozdowski, Jurek Falkowski, Erodotos
Georgiou, Marian Jagusz, Michalis Joannou, Marek Kądziela, Piotr Kneblewski, Janusz Lach, Józek Markiewicz, Ludwik Miętki,
Krzysiek Nowak, Jacek Piekarski oraz Romek Szot. Wszyscy szczęśliwie wrócili do domów, małe problemy miała grupa poznańska,
która na lotnisku w Korfu stała prawie 3 godziny w kolejce do odprawy (awaria taśmy przesuwającej walizki i greckie siga-siga),
samolot miał 1,5 godziny opóźnienia, a przed lądowaniem w Poznaniu kapitan zakomunikował, że „nie zabrało się” ponad 50 bagaży
i przeprasza za zaistniałą sytuację. Nie muszę dodawać, że dwóm osobom z tej grupy dotkniętych brakiem walizek nie było
przyjemnie, Z kolei samolot Jurków miał spóźnienie w Toronto i musieli tam nieplanowanie nocować i dotarli do domu następnego
dnia, ale myślę że te incydenty nie wpłynęły na ogólną bardzo dobrą opinię o naszym zjeździe.
Piotr Kneblewski